Irena czeka na wyrok

27 marca 2019 by Ewa

Tekst oryginalnie opublikowany w Biuletynie Manifowym 2019 (manifa.wroclaw.pl)

Jest styczeń 2019 roku. Sąd rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej przy ulicy Świebodzkiej. Irena czeka na wyrok. Sprawa jest o eksmisje. Sąd zadecyduje czy będzie musiała opuścić swoje mieszkanie. Podstawą wypowiedzenia umowy najmu są zaległości w opłatach. Adwokat Ireny kwestionuje zasadność tych opłat, właściciel nie może obciążać lokatorów dowolnymi wydatkami. Sprawa robi się skomplikowana. Sędzia ustala czy zachowane zostały procedury. Czy naliczenia zostały zaskarżone w terminie? Czy umowa została wypowiedziana poprawnie?

Sprawa jednak ma drugie dno o którym nikt na sali sądowej nie wspomina. Dla sądu jest to tylko szczegół techniczny: Irena ma podpisanej umowy z właścicielem mieszkania. Ma tylko przydział od Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego. Swoje mieszkanie otrzymała bowiem jako lokal pracowniczy. Nigdy nie chciała wynajmować mieszkania na wolnym rynku. Zresztą, nie stać jej na to. Dla sądu nie ma większego znaczenia. Dla Ireny to istota sprawy.

Mieszkania stawiane przez PRLowie zakłady (choć akurat ZNTK po prostu przejęło i wyremontowało budynki wzniesione jeszcze przed wojną) stały się, po zmianie ustroju w 1989, przedmiotem chaotycznej i nieuregulowanej prywatyzacji. Istniały owszem jakieś przypisy ale bardziej liczyło się to, kto zna odpowiednich ludzi i kto dysponuję żywą gotówką. Nieliczna grupa odpowiednio ustawionych osób potrafiła za niewielkie stosunkowo pieniądze wykupywać całe bloki mieszkań po upadających zakładach przemysłowych: ZNTK, PAFAWAG, ALWRO, PREDOM-POLAR, Przedsiębiorstwo Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego, Przedsiębiorstwo Budownictwa Uprzemysłowionego PBU etc. Z prawami dotychczasowych mieszkanek i mieszkańców nikt się specjalnie nie liczył. To były szalone czasy. Kilka tysięcy ludzi w samym tylko Wrocławiu stało się nagle i bez własnej wiedzy czy zgody najemcami grupy podejrzanych kombinatorów. Firm o nazwach takich jak QWERTY2000 (sic!) czy osób, których nazwiska pojawiały się w kontekście niedawanych warszawskich afer reprywatyzacyjnych. Nie mogło się to skończyć dobrze.

Mieszkanie Ireny zostało sprzedane w 2001 roku Markowi Haisigowi za ułamek jego wartości. (Haisig wykupi zresztą jeszcze kilkanaście lokali po ZNTK i w sumie kilkadziesiąt w całym Wrocławiu. Potem będzie się zajmował skupowaniem roszczeń do budynków od przedwojennych właścicieli. Tego typu biznesmen.) Na rynku wynajmu mieszkań Irena nie była wymarzoną lokatorką. Jej skromne dochody wykluczały płacenie przez nią wysokiego czynszu. Została „kupiona” razem z mieszkaniem ale teraz stała się jedynie przeszkodą w skapitalizowaniu jego wartości. Dla nowego właściciela sprawa była jasna: Irena musi się z mieszkania wynieść.

W polskim prawie aby wypowiedzieć umowę najmu potrzebny jest powód. Najlepszym powodem są zaległości z płaceniem czynszu. Wówczas sprawa przebiega gładko. Dopóki jednak lokatorka płaci regularnie może być raczej pewna swojego miejsca zamieszkania. Przez wiele lat Irena płaciła regularnie mimo, że czynsz z roku na rok wzrastał. To było jej mieszkanie, tu się wychowała i nie miała zamiaru go opuszczć nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiała płacić aferzyście do końca swojego życia. W końcu jednak coś poszło nie tak: bezpodstawnie naliczone opłaty, brak odpowiednio szybkiej reakcji, jedna niezłożona skarga i właściciele znaleźli wreszcie przesłankę by usunąć ją z jej mieszkania. Sprawa trafiła do sądu.

Irena czeka na wyrok. Na szczęście nie jest sama. Razem z nią są jej sąsiadki z dawnych bloków ZNTK, koleżanki i koledzy spod innych adresów gdzie niegdyś były mieszkania zakładowe: Śliczna, Zaułek Rogoziński, Brodzińskiego, Romanowskiego czy Kamieńskiego. Miejsca dla widowni na sali rozpraw wypełnione są po brzegi. Wszyscy czekają na wyrok. Połączeni wspólnie doznaną niesprawiedliwością oraz niepewnością przyszłego losu lokatorzy i lokatorki mieszkań zakładowych trzymają się razem. Dla niejednej zresztą sprawa Ireny jest wróżbą jej własnego przyszłego losu. Mają tych samych właścicieli i te same problemy.

Pomimo licznych prób odwoływania się do prokuratury i organów śledczych przez ostatnie 20 lat nie udało się odwrócić bezprawnej prywatyzacji mieszkań zakładowych. Jak przyznał w rozmowie prywatnej jeden z zajmujących się sprawą prokuratorów nie było ku temu „woli politycznej”. Prywatyzacja to święta krowa polskiej transformacji i nie wolno sugerować, że nieraz była jedynie przykrywką dla zwykłej kradzieży.

Wyrok wreszcie zapada.

Irenie się udało. Sędzia ogłosił, że w tym przypadku prawo własności musi ustąpić przed zwyczajną ludzką przyzwoitością i Irena nie musi opuszczać domu w którym spędziła całe swoje życie. W tym przypadku. Jak będzie w pozostałych przypadkach to się dopiero okaże. Przyszłość lokatorów i lokatorek byłych mieszkań zakładowych pozostaje niepewna.

Leave a comment | Categories: Uncategorized

Leave a Reply

Required fields are marked *